.

.
Topics :

Label 7

moto
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Latest Post

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą handel. Pokaż wszystkie posty

Przybywa Tajemniczych Klientów. Zarabiają nawet 1000 zł za zlecenie.

Written By Anna Lesack on sobota, 31 sierpnia 2013 | 07:14




Nawet tysiąc złotych może zarobić tzw. Mystery Shopper, czyli Tajemniczy Klient. To osoba, która na zlecenie danej firmy prowadzi badania jakości towarów oraz obsługi w punktach handlowych i usługowych.








Badania Mystery Shopping prowadzone są w sklepach, restauracjach oraz centrach usługowych. Tajemniczy Klient to realny bądź potencjalny klient tego typu placówek, który przeprowadza w nich wizytę testową.



– Klient udaje się do danej placówki, przeprowadza standardową konsultację z pracownikiem, ocenia też wygląd placówki, prezentację produktów, ocenia co mu się w danej placówce podobało, a co nie podobało – tłumaczy Michał Sępioło.




Po zakończeniu wizyty sporządzany jest raport osobisty, czyli krótkie sprawozdanie testującego. Wyszczególnia on rzeczy, których tradycyjny klient zwykł nie dostrzegać. Do raportu dołączana jest ankieta. Na tej podstawie firma badawcza uzyskuje pewne wyniki statystyczne.



– Tajemniczym Klientem może zostać każdy, kto ma do tego pewne predyspozycje – mówi Sępioło.



Chodzi o osoby, które mogłyby być klientami danej placówki. Na przykład w przypadku sklepów z produktami dla dzieci, Tajemniczy Klienci rekrutowani są spośród rodziców i dziadków.



– Zdarzyło się nam np. wysłać na badania sklepów z rzeczami dla małych dzieci matki z dziećmi lub ojców z dziećmi w wózkach., tak żeby to badanie było jak najbardziej naturalne – mówi ekspert ds. zarządzania jakością usług w International Service Check.



Firma badawcza płaci Tajemniczemu Klientowi, oddając mu pieniądze za zakupiony do testu towar oraz wynagradzając za sam udział w teście. Honorarium wynosi zwykle od 20 do 50 zł. W przypadku skomplikowanego badania, w które osoba testująca musi się wyjątkowo zaangażować, wynagrodzenie może wzrosnąć do 500, a nawet i do 1000 zł.



Nie jest to jednak zajęcie stałe.



– Absolutną podstawą jest to, żeby nasi tajemniczy klienci traktowali te badania hobbystycznie, jako możliwość wyrażenia swojej własnej opinii na temat jakości obsługi w danej placówce – mówi Michał Sępioło. – Bardzo się bronimy przed tym, żeby wysyłać tego samego klienta do wielu placówek z rzędu, ponieważ wtedy zatraca się zdolność do realnej, intuicyjnej oceny obsługi. /Newseria/

 #end.













Koniec alkoholu na stacjach paliw? Paliwa podrożeją

Written By Anna Lesack on czwartek, 22 sierpnia 2013 | 12:27



Detaliczne ceny paliw mogą pójść ostro do góry. Jeśli politykom uda się wprowadzić kontrowersyjny zapis o zakazie sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych, ich właściciele, by zrekompensować powstałe straty będą musieli podnieść marże na paliwa. Dzisiaj jest ona na tyle nieduża, że ceny benzyny w Polsce są najniższe w całej Unii Europejskiej.








Parlamentarzyści zajmowali się pomysłem zakazu sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych przed rokiem i przed dwoma laty. Wówczas nie było większości, gotowej, by poprzeć kontrowersyjne przepisy. Nie oznacza to całkowitego zaniechania prac nad projektem, co niepokoi przedstawicieli branży paliwowej.



– Stacje benzynowe w Polsce nie zarabiają na sprzedaży paliw, ale na sprzedaży innych towarów, m.in. alkoholu właśnie, wyrobów tytoniowych, przekąsek, napojów chłodzących, hamburgerów czy hot-dogów – mówi Leszek Wieciech, prezes Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego.



Na paliwie, przynajmniej dzisiaj zarobić się nie da. Widać to na przykładzie sieci samoobsługowych stacji benzynowych Neste. Fiński koncern, po kilku latach obecności na polskim rynku zdecydował się go opuścić, o czym zdecydowały względy ekonomiczne. Różnice między hurtowymi a detalicznymi cenami benzyny są bowiem u nas niewielkie, wahają się w granicach 2-3 proc., a ceny paliw w Polsce od lat są najniższe w całej Unii Europejskiej.



– W pierwszym półroczu 2013 roku średnie ceny benzyny i ceny oleju napędowego były zdecydowanie niższe niż w roku 2012 – zaznacza Wieciech.



Przed rokiem cena litra oleju napędowego była wyższa o 1/5. Benzyna bezołowiowa była droższa o 22 proc. Jeśli kontrowersyjne przepisy weszłyby w życie, właściciele stacji nie mieliby wyjścia i podnieśliby marże na paliwa. Straciliby na tym posiadacze pojazdów. O społecznych zyskach, zdaniem przedstawicieli branży paliwowej mowy być nie może.



– W całej masie sprzedaży alkoholu, zaledwie 4 proc. sprzedawane jest na stacjach paliw, a zatem zakaz sprzedaży alkoholu nie będzie miał większego wpływu na ogólną ilość sprzedawanego alkoholu – uważa prezes Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego. – Ograniczenie liczby punktów sprzedaży skutkuje też często tym, że mamy nielegalny obrót alkoholem.



Leszek Wieciech dodaje, że sprzedaż alkoholu na stacjach benzynowych odbywa się według ściśle określonych zasad i pozostaje pod pełną kontrolą. Większość punktów kasowych na stacjach benzynowych poddanych jest ciągłemu monitoringowi. Ryzyko sprzedaży alkoholu osobie nietrzeźwej bądź nieletniej jest tutaj zdecydowanie niższe niż w innych sklepach. Szef naftowej organizacji dodaje, że nie ma też jakichkolwiek badań czy opracowań, które wskazywałyby na zależność pomiędzy liczbą pijanych kierowców a dostępnością alkoholu na stacjach paliw.



– Alkohol na stacjach paliw nie jest kupowany przez kierowców po to, żeby wypić, tylko tak jak w każdym innym sklepie na wynos – dodaje Wieciech. /Newseria/ #end.



















W Polsce brakuje powierzchni handlowych. Nawet w największych miastach

Written By Anna Lesack on piątek, 9 sierpnia 2013 | 01:10

W dużych polskich miastach wciąż brakuje powierzchni handlowych. W ośmiu największych aglomeracjach średnie nasycenie to ok. 410 m kw. na tysiąc mieszkańców, podczas gdy próg nasycenia rynku jest szacowany na niemal dwukrotnie wyższym poziomie. Wskaźnik będzie jednak rósł, bo Polska jest w światowej czołówce pod względem liczby powstających centrów handlowych.

Mamy obecnie 9,3 mln m kw. nowoczesnych powierzchni handlowych w całym kraju. Prawie połowa z tego znajduje się w największych dziewięciu miastach, w aglomeracjach takich jak Warszawa, Kraków czy Poznań. Są wskaźniki, które pokazują nasycenie powierzchnią handlową na tysiąc mieszkańców – dla całej Polski średnia to ok. 400 m kw. na tysiąc mieszkańców. To nie jest dużo – podkreśla Joanna Mroczek, dyrektor działu badań rynku i doradztwa CBRE.



Najwięcej powierzchni handlowych jest w Warszawie – 1,4 mln m kw. Jednak pod względem nasycenia stolica (443 m kw. na tysiąc mieszkańców) jest w tyle za Trójmiastem, które ma najwyższy wskaźnik, na poziomie 500 m kw. powierzchni handlowej na tysiąc mieszkańców. To i tak niedużo, bo jak wynika z badań CBRE, rynek można uznać za nasycony, gdy wskaźnik ten osiąga wartość 750 m kw. na tysiąc mieszkańców. Mroczek zaznacza, że nieco mniejsze miasta są zdecydowanie bardziej nasycone pod względem dostępności powierzchni handlowej niż największe aglomeracje.



Powierzchnią handlową powyżej 500 tys. m kw. dysponuje nie tylko Warszawa, ale także Katowice, Trójmiasto, Wrocław, Łódź i Poznań. Z dużych miast najmniej powierzchni handlowej jest w Krakowie – 495 tys. m kw. Stolica Małopolski przoduje też pod względem wolnej powierzchni z odsetkiem 4,5 proc.



Jednak centrów handlowych szybko przybywa – Polska jest na czwartym miejscu w Europie pod względem dynamiki tego rynku, za Turcją, Rosją i Ukrainą. Mroczek podkreśla, że duże tempo rozwoju centrów handlowych to charakterystyczna cecha całego regionu Europy Wschodniej. W budowie w naszym kraju jest ponad 750 tys. m kw. powierzchni handlowych.



– Ilość powierzchni handlowych w budowie zależy od konkretnego miasta. W Warszawie nie buduje się dużo – uściśla Mroczek. – Pytanie, czy w Warszawie potrzebujemy jeszcze więcej centrów handlowych. Z jednej strony mamy dzielnice takie jak Białołęka, Wawer czy Bielany, gdzie nie ma centrów handlowych i tam powinno coś powstać. Mamy też sporo centrów handlowych pierwszej generacji, gdzie jest tylko hipermarket i mała galeria. Zamiast budować nowe, może warto pomyśleć, żeby coś zrobić z tymi, które już trochę się zużyły.



Jak wynika z raportu CBRE, w przyszłym roku w Warszawie podaż nowej powierzchni handlowej będzie bardzo ograniczona, ponieważ w ostatnim czasie nie rozpoczęła się żadna duża inwestycja. Od stycznia tego roku w stolicy przybyło ok. 40 tys. m kw., a w październiku dzięki otwarciu Placu Unii dojdzie kolejne ponad 5 tys. m kw. Planowane są kolejne duże inwestycje, ale na razie nie wiadomo, kiedy mogą zostać oddane./Newseria/ #end.

Handel: Nowe sieci handlowe w Polsce? Niewykluczone kolejne przejęcia

Written By Anna Lesack on czwartek, 13 czerwca 2013 | 01:21



Nie można wykluczyć kolejnych przejęć w sektorze sklepów średnio i wielkopowierzchniowych, a nawet pojawienia się nowej marki. Sieci handlowe wprawdzie zdają sobie sprawy z ogromnej konkurencji, ale dostrzegają też potencjał prorozwojowy. – Polska jest dla nich dynamicznym i atrakcyjnym rynkiem – mówi Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. 



 








Toczący się właśnie proces przejęcia przez Auchan hipermarketów Real, należących do tej pory do Metro Group, czy planowany zakup sieci sklepów Małpka Express przez Czerwoną Torebkę są dowodem dynamicznych ruchów na polskim rynku handlowym. Wiele placówek, także tych niewielkich, lokalnych zmienia swojego właściciela. Niektóre podmioty nawiązują porozumienia, występując od tej pory pod wspólną marką.



– Trwają intensywne procesy konsolidacyjne, bo na rynku jest trudno – mówi Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Ujemna dynamika na wielkich powierzchniach oznacza, że z jednej strony firmy szukają rozwiązań multiformatowych, czyli operują od małych powierzchni po te największe. Z drugiej strony oznacza to, że może pojawić się nowy gracz, którego jeszcze w Polsce nie ma.



Trudno prognozować na razie, na jakich miałoby to się odbyć warunkach – przejęcia istniejących sklepów czy budowy sieci od zera (z ang. greenfield).



– Oba scenariusze są bardzo prawdopodobne, chociaż z jednej strony nasza mitręga biurokratyczna może wystraszyć inwestora, startującego na poziomie greenfieldu – tłumaczy Faliński. – Z kolei wyjście po jakąś sieć czy po jej część, przy silnej konkurencji ze strony istniejących już tutaj inwestorów też stawia pewne wątpliwości przed takim decydentem.



Jak podkreśla, polski rynek jest bardzo nasycony. Nowemu graczowi nie będzie łatwo znaleźć dla siebie miejsce.



– Przede wszystkim w Polsce jest to, czego nie ma na żadnym innym rynku europejskim: bardzo silny ekonomicznie, dobrze zintegrowany, zaopatrywany, poprzerastany z hurtem i produkcją, segment sklepów średniej i małej wielkości – tłumaczy Faliński. – One już są na poziomie dobrej konkurencji jakościowej i cenowej.



Jednak zainteresowaniu polskim rynkiem sprzyja nie najlepsza sytuacja w Europie. Szczególnie na południu kontynentu, które zmaga się z recesją i ogromnym bezrobociem, co skutkuje spadkiem konsumpcji. Zagraniczni inwestorzy stracili zaufanie do tamtejszych rynków i wycofują swój kapitał, przenosząc go tam, gdzie stabilniej i spokojniej.



– Polska jest akurat krajem najbardziej stabilnym – ocenia dyrektor POHiD. – Pomimo swojej młodości rynkowej ma interesujące zasoby, np. dobrą i stosunkowo tanią siłę roboczą.



Za Polską przemawia również rozwój infrastruktury, a co za tym idzie – możliwości logistycznych czy magazynowych.



– To, że mamy dziury w drogach nie znaczy wcale, że nie zrobiliśmy sobie porządnego systemu IT, łączności, że nie mamy poważnie rozwiniętych systemów logistycznych – mówi Faliński./Newseria/


 










 
Support : Creating Website | Johny Template | Mas Template
Copyright © 2011. 2 - All Rights Reserved
Template Created by Creating Website Published by Mas Template
Proudly powered by Blogger