.

.
Topics :

Label 7

moto
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Latest Post

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą finanse. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą finanse. Pokaż wszystkie posty

Fundusz Rybińskiego (znowu) stracił. Prawie 50%

Written By Anna Lesack on czwartek, 26 września 2013 | 01:35



Krzysztof Rybiński nadal przegrywa z rynkiem. Podczas, gdy inwestorzy giełdowi liczą zyski, fundusz „Eurogeddon” wciąż jest mocno pod kreską.








Eurogeddon wystartował (zmieniając strategię i nazwę z OPERA Universa-plus.pl) 21 lutego 2012 r. Fundusz, którego celem było zagwarantowanie "bezpieczeństwa środków i wysokich zysków w razie krachu", założył następującą strategię inwestycyjną:




• krótka pozycja na kontraktach futures na WIG20, DAX, CAC40 i Stoxx,

 • krótka pozycja na futures na włoskie obligacje,

 • długa pozycja na futures na złoto,

• długa pozycja na opcjach put na indeksy giełdowe,

• lokaty w funduszu ETF, który ma pozycję long USD/short EUR,

 • wolne środki pieniężne ulokowane w obligacjach rządu USA.




Dzień później wartość jednostki funduszu wynosiła 13,47 zł. Początkowo Eurogeddon radził sobie dobrze, a w drugim kwartale 2012 roku zyskiwał ponad 15%. Karta zaczęła odwracać się wraz z oddalającym się widmem rozpadu strefy euro, a sygnały ożywienia gospodarczego w Europie dodatkowo podcięły skrzydła autorskiemu funduszowi Rybińskiego. Na początku tego roku informowaliśmy o "armageddonie w portfelu Rybińskiego", dziś sytuacja funduszu jest jeszcze gorsza.




Według wyceny sprzed 2 dni, wartość jednostki Eurogeddonu to 7,02 zł. Oznacza to,że osoby, które przystąpiły do funduszu w momencie jego uruchomienia, wychodząc dziś z inwestycji musiałyby pogodzić się ze stratą rzędu 47,9%.







Póki co, najbardziej nietrafionym elementem strategii funduszu Krzysztofa Rybińskiego było zajęcie długiej pozycji na amerykańskich obligacjach, których rentowności są dużo wyższe (tj. ceny spadły) niż w scenariuszu nakreślonym przez autora Eurogeddonu. Najmniejszą stratę przyniosło obstawienie spadków na WIG20, który obecnie utrzymuje się na podobnych poziomach co przed 1,5 roku.






Niska wycena jednostek funduszu Eurogeddon to efekt obserwowanych oznak ożywienia w europejskiej gospodarce. W ostatnich tygodniach na rynek trafił szereg optymistycznych informacji: odczyty PKB wskazały na koniec recesji, co potem potwierdziły indeksy PMI. Póki co nietrafionym ruchem okazuje się też obstawianie spadków na giełdach, na które szerokim strumieniem wciąż płyną środki wtłaczane przez banki centralne. Szczególnie bolesne okazało się "shortowanie" indeksu DAX, który w mijającym tygodniu osiągnął historyczne rekordy.




Oczywiście mimo zapowiedzi europejskich polityków, kryzys w strefie euro się jeszcze nie skończył, więc osoby, które zainwestowały w Eurogeddon, wciąż mogą w przyszłości wyjść na plus. W obecnym otoczeniu rynkowym muszą jednak albo zacisnąć zęby, albo spróbować odrobić poniesione straty inwestując gdzie indziej.







| Bankier.pl |


#end.



Na zmianach w OFE, przeciętny Polak straci... 23 tys. zł



Nasze obligacje przeniesione z OFE do ZUS zostaną umorzone i przestaną istnieć. Przeniesienie aktywów z OFE do ZUS oznacza więc największą od 50 lat nacjonalizację prywatnego majątku. Polak zarabiający średnią krajową straci na tej operacji aż 23 tys. zł.








Rząd przedstawił założenia reformy Otwartych Funduszy Emerytalnych. Zmiany mają polegać m.in. na przeniesieniu do ZUS obligacji znajdujących się w posiadaniu OFE.




Słowo "przeniesienie" jest jednak eufemizmem. Nasze obligacje zostaną bowiem umorzone i przestaną istnieć. W rzeczywistości więc "reforma" sprowadza się do klasycznej nacjonalizacji prywatnego majątku. Naszego majątku.




Wszystkie aktywa zarządzane obecnie przez OFE (zarówno akcje, jak i obligacje) de facto nie stanowią majątku OFE. Aktywa finansowe nabywane latami przez OFE, kupowane były za pieniądze pochodzące ze składek ich członków, czyli wszystkich Polaków ubezpieczonych w Otwartych Funduszach. Aktywa te stanowią więc naszą własność, która zapisana jest, proporcjonalnie do wniesionych składek, na naszych kontach emerytalnych w OFE.




Ogłaszając zamiar "przeniesienia" obligacji z OFE do ZUS, rząd obwieścił jednocześnie radosną nowinę: Oto bowiem operacja ta, ma doprowadzić do zmniejszenia długu publicznego Polski o ok. 8%. Jak to możliwe? Przecież sama zmiana posiadacza obligacji, a więc zmiana wierzyciela nie powoduje zmniejszenia długu.




Nagłe, skokowe zmniejszenie długu publicznego będzie możliwe, gdyż znaczna część długu nagle przestanie istnieć. Przestaną bowiem istnieć należące do nas obligacje Skarbu Państwa. Temu właśnie ma służyć "przeniesienie" obligacji z OFE do ZUS. Przeniesione do ZUS obligacje zostaną bowiem umorzone.




Do umorzenia długu zasadniczo wymagana jest zgoda wierzyciela. W przypadku umorzenia obligacji, rząd musi więc uzyskać zgodę posiadacza tych obligacji. Z naturalnych przyczyn OFE nigdy nie zgodziłyby się na umorzenie zarządzanych przez siebie aktywów. Rząd wpadł więc na genialny pomysł, aby obligacje te "przenieść" z OFE do ZUS. ZUS natomiast, jako instytucja państwowa podległa Ministrowi Pracy i kierowana przez ludzi wybieranych przez tegoż ministra, na pewno taką zgodę na umorzenie chętnie wyrazi.




Tym samym na naszych oczach dokonuje się największa w historii III RP oraz prawdopodobnie największa od lat 50-tych nacjonalizacja prywatnego majątku Polaków. O jakiej skali nacjonalizacji możemy tutaj mówić?




Wartość obligacji Skarbu Państwa znajdujących się w zarządzaniu OFE szacowana jest na ok. 121 mld zł. Kwota ta stanowi równowartość 23% wszystkich prywatnych oszczędności Polaków.




Te 121 mld zł ulokowane w obligacjach, po przeniesieniu do ZUS i przeprowadzeniu operacji umorzenia, przestanie istnieć. Ile straci każdy z nas? Dokładną kalkulację każdy powinien wykonać sobie sam. Tutaj pokusimy się jedynie o wyliczenia strat dla przeciętnego Polaka w średnim wieku, zarabiającego średnią krajową pensję.




Obligacje stanowią około połowy całości inwestycji OFE. W obliczeniach przyjęliśmy więc, iż 50% naszej składki przekazywanej do OFE inwestowana jest w obligacje. Dla uproszczenia założyliśmy, iż nasze pieniądze inwestowane są w obligacje 10-letnie. Obliczeń dokonaliśmy dla osoby zarabiającej średnią krajową, która przystąpiła do OFE w 1999 r. Wyniki przedstawia poniższa tabela.











Aktualna wartość samych tylko obligacji na koncie przeciętnego Kowalskiego w OFE wynosi więc obecnie ok. 23,2 tys. zł. Obligacje o takiej wartości zostaną w przyszłym roku przeniesione na konto Kowalskiego w ZUS. Następnie obligacje te zostaną umorzone i przestaną istnieć. Co Kowalski dostanie w zamian?




Zgodnie z zapowiedziami rządu, Kowalski otrzyma w zamian "obietnicę wypłaty emerytury z ZUS". Zgodnie ze słowami premiera nie ma bowiem różnicy, czy otrzymujemy rządową obietnicę wykupienia obligacji czy też rządową obietnicę wypłaty emerytury z ZUS. Według premiera, obie obietnice są "równie bezpieczne".




Słowa te, rzecz jasna, nijak się mają do rzeczywistości. Obligacje to realne aktywa, posiadające realną wartość, której nie można zmienić za pomocą ustawy. A obietnica to... obietnica. Można ją zmieniać do woli.




Obligacje są powszechnym instrumentem finansowym, znajdującym się w posiadaniu nie tylko osób prywatnych, lecz również w posiadaniu wielkich instytucji finansowych, w tym również zagranicznej finansjery. Odmowa wypłaty kapitału lub odsetek wynikających z obligacji spowodowałaby natychmiastowy spadek zaufania do polskiego rządu w oczach zagranicznych instytucji finansowych, które nie pożyczyłyby już ani grosza polskiemu rządowi. Na to przecież obecny rząd nie mógłby sobie pozwolić. Dlatego też, chcąc zapewnić sobie nieustanny strumień pożyczanej gotówki, nasz rząd raczej nie zaryzykuje doprowadzenia do sytuacji "niewypłacalności" obligacji. Korzystają na tym przy okazji wszyscy inni posiadacze polskich obligacji, w tym również zwykły Kowalski (o ile kupił je bezpośrednio, a nie za pośrednictwem OFE), który podczepia się pod gwarantowane bezpieczeństwo obligacji Skarbu Państwa.




Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku zwykłej obietnicy wypłaty emerytury z ZUS. W tym przypadku rząd w ogóle nie musi przejmować się międzynarodową opinią publiczną, ponieważ ta nie ma żadnego interesu w dotrzymywaniu umów emerytalnych na linii rząd-Polacy. Dlatego, w sytuacji zapaści finansów publicznych, ani ten rząd ani kolejne rządy nie zawahają się, aby po raz kolejny jednostronnie zmienić warunki umowy emerytalnej z obywatelami. Że to nieuczciwe? Że niesprawiedliwe? Że nie wypada? Ale można! Można było w 1999 roku, wprowadzając OFE. Można było w 2011 r. zmniejszając składkę do OFE na rzecz wyższej składki do ZUS. Wreszcie można było w 2013 r. całkowicie przenosząc aktywa obligacyjne z OFE do ZUS. I w przyszłości również będzie można... jeszcze nie raz.







| zus.pox |


#end.



Polski system podatkowy na 114. miejscu na świecie

Written By Anna Lesack on piątek, 9 sierpnia 2013 | 13:02



Polski system podatkowy może zniechęcać do prowadzenia biznesu w Polsce. Na rozprawienie się ze wszystkimi dokumentami podatkowymi każdy biznesmen w Polsce poświęca niemal 300 godzin rocznie. Pod tym względem lepiej mają nawet mieszkańcy Autonomii Palestyńskiej.






Polska znalazła się na 32. miejscu w Europie i 114. na świecie pod względem przyjazności systemu podatkowego, wynika z raportu Paying Taxes 2013 opracowanego przez PwC, Bank Światowy i Międzynarodową Korporację Finansową. W rankingu wzięto pod uwagę podatki i inne daniny, które muszą odprowadzać przedsiębiorcy.






(fot. WP.PL / Alicja Czerniawska)



Najlepsze w rankingu okazały się państwa znad Zatoki Perskiej oraz Azjatyckie Tygrysy. To właśnie one zajęły pięć pierwszych miejsc zestawienia. Najprzyjaźniejszy system podatkowy dla przedsiębiorców mają Zjednoczone Emiraty Arabskie, przed Katarem i Arabią Saudyjską. Na dwóch dalszych pozycjach znalazły się Hongkong i Singapur.



W tyle za Papuasami




Najwyżej spośród państw UE znalazły się Irlandia (6. miejsce), Dania (13. miejsce) i Luksemburg (14. miejsce). Z kolei spośród najbardziej wpływowych państw świata z grupy G8 najwyżej oceniono system podatkowy Kanady (8. pozycja).



Na tym tle bardzo słabo wypada Polska. Ze 114. miejscem nasz kraj znalazł się nie tylko za czołówką światowej gospodarki, ale nawet za takimi państwami, jak: Kazachstan, Rwanda, Botswana, Mongolia czy Papua-Nowa Gwinea. W rankingu lepiej wypadły od nas również państwa o tak niespokojnej sytuacji wewnętrznej, jak Afganistan, Irak, Syria i Autonomia Palestyńska.



W ogonie Europy




Nie jest jednak tak, że przyjaźniejszy system podatkowy od naszego mają tylko państwa egzotyczne i rynki wschodzące. Bardzo słabo Polska wypada na tle Europy. Spośród uwzględnionych w rankingu 41 państw kontynentu (wliczając Cypr) Polska znalazła się na 32. miejscu. W Unii Europejskiej gorzej od nas wypadły tylko Węgry, Czechy, Włochy i Rumunia.






(fot. WP.PL / Alicja Czerniawska)





To nie jest kraj dla przedsiębiorców



Sporym problemem w naszym kraju jest czas, który przedsiębiorca musi poświęcić, by poprawnie wypełnić deklaracje podatkowe. Zdaniem autorów raportu zajmuje to 286 godzin, co oznacza 132. miejsce na świecie. We Francji obowiązki podatkowe trwają ponad dwa razy krócej (132 godziny), w Irlandii ponad 3 razy (80 godzin), a w Zjednoczonych Emiratach Arabskich przeszło 20 razy (12 godzin).



Oznacza to, że o ile w Dubaju załatwienie spraw podatkowych pochłania 1,5 dnia etatowego pracownika, o tyle w Polsce zajmuje ponad 7 tygodni roboczych!



116. pozycję zajęła Polska pod względem łącznej kwoty podatków i danin, które zapłacić musi przedsiębiorca. Według autorów raportu wynoszą one 43,8 proc. jego dochodów. Znacznie mniej podatków odprowadza biznes w Gruzji (16,5 proc.), Kosowie (15,4 proc.) i Macedonii (9,4 proc.), ale najlepiej na świecie wypada wyspiarskie Vanuatu, gdzie przedsiębiorcy płacą państwu tylko 8,4 proc. dochodu. /WP.pl/  #end.

















Usługi bankowe, z których nie warto korzystać

Written By Anna Lesack on poniedziałek, 15 lipca 2013 | 03:05

W ofercie banków znajduje się wiele usług, z których korzystanie nie zawsze będzie dla nas korzystne. Jak radzi Expander, jeśli po zagranicznych wakacjach w kieszeni zostaną nam monety obcej waluty, nie wpłacajmy ich do banku. Prowizja wyniesie bowiem aż 60% ich wartości. Lepiej nie płacić także bankowi rat kredytu walutowego w złotych oraz nie wypłacać gotówki z karty kredytowej.

Pierwszym przykładem na to, czego nie warto robić, może być wpłata do banku waluty obcej w bilonie. Jeśli po powrocie z zagranicznych wakacji zostaną nam monety i będziemy chcieli je wpłacić na konto, to prowizja z tego tytułu może wynieść nawet 60%. Oznacza to, że jeśli zostanie nam np. 10 euro w pięciu monetach po 2 euro, to bank zaksięguje nam na koncie jedynie równowartość 4 euro.



Zwykle nie warto również składać dyspozycji w oddziale banku jeśli założyliśmy w nim konto internetowe. Dla przykładu posiadacze „Konta z Lwem Direct” w ING Banku Śląskim za wpłatę gotówki w kasie banku muszą zapłacić aż 9 zł. Tymczasem posiadacze innych kont w tym banku nie płacą z tego tytułu żadnej prowizji.



Usługa, z której nie warto korzystać, to także wypłata gotówki z bankomatu za pomocą karty kredytowej. Takie karty ofertują tzw. okres bezodsetkowy. Nie dotyczy on jednak wypłat gotówki, a jedynie płatności kartą w sklepach czy innych punktach, które je akceptują. Jeśli wypłacimy pieniądze z karty kredytowej w bankomacie to od razu będą nam naliczane odsetki. Tymczasem oprocentowania takich kart nie należy do najniższych. Ponadto zapłacimy jeszcze ok. 3% prowizji za wypłatę pieniędzy z bankomatu. Co istotne, ta opłata zostanie naliczona nawet, jeśli skorzystamy z bankomaty swojego banku.



Kolejny przykład usług, z których nie opłaca się korzystać, to wpłacanie złotych na poczet rat kredytów we frankach czy euro. Niestety, bankowe kursy po jakich dokonują one przeliczenia waluty na spłatę rat zwykle są dość istotnie zawyżone, a więc zwiększają też kwotę raty. Zamiast spłacać raty w złotych, lepiej podpisać bezpłatny aneks do umowy kredytowej, a walutę potrzebną do spłaty, kupować samodzielnie, tam gdzie kurs jest korzystny. Dzięki temu, można rocznie zaoszczędzić ponad 1000 zł.



Dość powszechnym sposobem, na dawanie bankowi pieniędzy w prezencie, jest również trzymanie dużych kwot na podstawowym, nieoprocentowanym rachunku. W skali kilku milionów klientów banki zyskują ogromne sumy, od których nie muszą płacić odsetek. Tymczasem, możemy otrzymać odsetki od swoich pieniędzy, bez konieczności zamrażania ich na lokacie. Wystarczy otworzyć konto oszczędnościowe. Zwykle jego oprocentowanie jest zbliżone do tego, jakie można uzyskać na lokatach. Pieniądze można jednak wypłacić w każdej chwili, bez utraty należnych odsetek./Jarosław Sadowski, Główny Analityk firmy Expander/

 
Support : Creating Website | Johny Template | Mas Template
Copyright © 2011. 2 - All Rights Reserved
Template Created by Creating Website Published by Mas Template
Proudly powered by Blogger